Wyspy waginowe

A to są wyspy Waginy…nieopodal Papui Nowej Gwinei….Jakby ktoś chciała pojechać na przyjemne wakacje w sensowne miejsce…

Wiersz do Dzikiej Kobiety

Po letnich warsztatach wiele z nas donosi o nagłym przypływie energii… poniżej wiersz Kasi Dmyterko… i jej szkic…

Katarzyna Dmyterko

***

Przyjdź przyjaciółko w fioletowej sukni
ubrana w szpaki i ostrygi
ze złotozielonymi włosami
jak niedojrzałe zawstydzone zboża

przyjdź przyjaciółko w płaszczu z zaśniedziałej miękkiej miedzi
ze złota kroplą pomiędzy brwiami- kruczymi skrzydłami
i nosem delikatnym jak jaskółczy dziób

przyjdź przyjaciółko która pachniesz
tańcem i mokrą ziemią
która grzechoczesz kośćmi i kamieniami
która nosisz na nadgarstkach jaszczurki i węże

przyjdź przyjaciółko
która grasz na harfie i poruszasz pajęczymi nogami
która karmisz mrówki spadzią
i czeszesz lisie ogony

przyjdź ta która mieszkasz na karku wilka
i w delikatnych żyłkach skrzydeł błękitnych ważek

zakołysz biodrami

przyjdź z wnętrz ziemi z ognistym ogonem
wypłyń z oceanu z delfinią płetwą wymierzona w niebo

żono wieloryba i świerszcza
matko królików i bizonów

zakołysz biodrami

zatańcz

Masaż Ma-uri

List od Ani Z., kopiuję w całości, gdyż dotyczy masażu dobrego dla życia... 



Drogie Kobiety, bylam na masazu Ma-uri i chcialam Wam zareklamowac i sam
masaz, i masazystke Kasie, u ktorej bylam - jest swietna.

Dopiero rozkreca dzialalnosc, ale jest po wszystkich kursach, lacznie z
najwyzszym stopniem wtajemniczenia na Nowej Zelandii. Chcialabym jej
pomoc sie rozreklamowac, dlatego wysylam Wam informacje.
Ponizej garsc informacji o Ma-uri oraz link, gdzie znajdziecie namiary
na nia.
Ja chodze na Ma-uri kiedy mam jakis zyciowy quest, bo to jest
niesamowite wydarzenie nie tylko dla ciala, ale i calej reszty.

http://www.taraka.pl/index.php?id=_og_0608_maurikb.htm 

Ma-uri jest sztuką uzdrawiania mającą swe korzenie w starożytnych
praktykach Polinezji. Jest formą pracy z ciałem, polegająca na masażu,
wykonywanym w zestrojeniu ze specjalnie dobraną muzyką. Dzięki
tanecznym, płynnym ruchom osoby masującej. Ma-uri pomaga przywrócić
pierwotną równowagę w ciele i umyśle osoby masowanej.

W Ma-uri zadaniem Praktyka jest stworzenie odpowiedniej przestrzeni,
dzięki połączeniu wielu elementów, takich jak: rytm, oddech, ruch,
intencja, dotyk, ale to osoba na stole staje się własnym uzdrowicielem.

Ma-uri budzi siłę podążania za marzeniem. Przynosi świadomość, że
Życie zależy od naszych decyzji i jest wynikiem wyborów, jakich dokonujemy
każdego dnia. Dzięki tej wiedzy zyskujemy poczucie ogromnej wolności, bo
nawet gdy nie mamy wpływu na zewnętrzną sytuację, możemy zmienić nasze nastawienie.

Na poziomie fizycznym Ma-uri likwiduje napięcia mięśniowe i pobudza
przepływ limfy w tkankach, sprawiając, że organizm sam się oczyszcza.

Uwalnia nas od emocji, blokujących pełną ekspresję naszego potencjału.

Na poziomie duchowym Ma-uri otwiera serca, na siebie, na innych, na Świat.

Każda sesja Ma-uri jest wyjątkowa ponieważ jest dostrojona do potrzeb
osoby masowanej. Masaż wykonywany jest przedramionami, z użyciem ciepłej
oliwki w specjalnie przygotowanej do tego przestrzeni.

Podczas całej sesji, która zwykle trwa godzinę, osoba masowana jest
przykryta ręcznikiem; odkrywane są jedynie masowane części ciała.

Nirrti od Kasi

Kasia Bratkowska, jedna z kręgu Matek Klanowych, przesyła dla nas wszystkich materiały o hinduskiej bogini ciemności, Nirrti. Fotka, którą wstawiam, to fotos z filmu.

W L’arbre aux racines de mensonge Charles Malamoud pisze:

Słowo weda oznacza „wiedzieć”. Jest to dyskurs prawdy par excel­lence: dla tradycji indyjskiej, która uznaje słowo wedyjskie za auto­rytet i narzędzie prawomocnego poznania, takie samo jak percepcja (trzeba jednak zauważyć, że według indyjskiej teorii poznania możemy pomylić się, interpretując informację wysyłaną przez nasze zmysły do świadomości, np. kiedy pamięć nakłada na nią swoje wrażenia, natomiast prawda Wed nie może ulec jakiemu­kolwiek zafałszowaniu, przekręceniu: „kiedy słowo dotknięte zo­stało przez strofę [tzn. przyjęło formę strofy poezji wedyjskiej] – staje się prawdziwe”, jak mówi Ajtareja-Aranjaka II 3.6 Wedy)[1].

Satja‘prawda’, to także to, co boskie, harmonia kosmiczna, to, co jest, ład‚ porządek, kosmiczna odpowiedniość między słowem a rzeczą. Zarówno satja — ‘prawda’, jak i anrta — ‘fałsz, kłamstwo, nieprawda’ stanowią przede wszystkim uniwersum słów.

[...] Wypowiadać fałsz, to wymawiać w błędny sposób, w nieodpowiednim momencie, ze złym akcentem, słowa liturgii, które same w sobie są prawdziwe, są samą prawdą, gdyż stanowią fragment Wed, a Wedy same w sobie są tylko rozwinięciem trzech sylab mistycznych, zawierających całe słowo prawdziwe. Mówić kłamstwo to także [...] według niektórych komentarzy, używać języka in­nego niż sanskryt, czyli „język boski”[2].

W gruncie rzeczy znacznie lepszym określeniem od naszego „kłam­stwa” byłby więc w po prostu „fałsz”, ewentualnie „dysonans”, a zatem „skłamanie” rozumiane przede wszystkim muzycznie, nie zaś mora­listycznie. Zafałszowanie byłoby również czymś w rodzaju przekręce­nia zaklęcia, które, co za tym idzie, przestaje być skuteczne. Zwłasz­cza że punktem wyjścia opisu Malamouda jest rytuał inicjacyjny, a zatem „skuteczność” słowa, jak i ścisłe przestrzeganie reguł jest sprawą kluczową. Równie ważny jest fakt, że relacja między satja a anrta jest niesymetryczna.

Zauważmy najpierw pewną dysymetrię: anrta, „kłamstwo, nie­prawda” jest słowem negatywnym [...]; an-rta, to nie-rta. Co do rta, której negacja albo nieobecność tworzy „kłamstwo (fałsz)”, nie jest ona sama w sobie “prawdą”, ale „właściwym ułożeniem”, „właściwym uporządkowaniem” . [...] rta jest więc [układem, ułożeniem, kompozycją] porządkiem przestrzennym i przede wszystkim czasowym, który tworzy kosmos. [...] Etymologicznie anrta jest więc „kłamstwem” ["fałszem”] jako symptom nieładu, zagro­żenie chaosem. [...] Wypowiadanie tego, co jest anrta (niedokładne, nieodpowiednie wymawianie słów, czy właśnie kłamanie) jest zwiększaniem szans chaosu, lub aktualizowaniem jego możliwości[3].

W dziurach, bruzdach, szczelinach i rozpadlinach ziemnych mieszka bogini Nirrti — mitologiczna figura anrty (Nirrti, jak pisze Malamoud, nazywa to, co stanowi przeszkodę dla trwania harmonii kosmicznej). Ziejąca dziura to „straszliwe usta Nirrti” domagające się ofiary, czyli kłamstw, które ludzie w odpowiednich rytuałach za­grzebują w ziemi. Najciekawsze jednak wydaje się rozpoznanie do­tyczące źródła „kłamstwa” zawsze potencjalnie obecnego, utajonego „chaosu”.

Scharakteryzowany tak przez kombinację świadomości pożąda­nia, skłonność do bycia nie w pełni osadzonym w obecnej rzeczywistości, uwiązany do pamięci i wyobrażeń o przyszłości, człowiek używa słów odpowiadających światu i nieświatu, temu, co jest i temu, czego pragnie. To prowadzi go do mówienia nieprawdy lub kłamstw. [...] [Jednak, dzięki odpowiednim] rytuałom człowiek zagrzebuje w ziemi kłamstwa, które wychodzą z jego ust, te zaś na­stępnie łączą się z boginią Nirrti, mieszkającą w dziurach: ziemia jest więc wypełniona kłamstwami, przeniknięta na wskroś anrta, którą ludzie wprowadzają tam dzień za dniem[4].

I wreszcie kluczowa metafora: drzewo o korzeniach kłamstwa. Pouczenie o tym, dlaczego kłamać nie należy. Opis najciekawszej i naj­bardziej nam obcej relacji.

Kwiat i owoc słowa — oto prawda. Człowiek staje w glorii i chwale, kiedy mówi prawdę, która jest kwiatem i owocem słowa. Jak drze­wo, którego korzenie wystają ponad ziemię, wysycha i obumiera, tak człowiek, który kłamie, odsłania swoje korzenie, wysycha i obumiera. Oto dlaczego nie należy kłamać[5].

Nie należy więc kłamać, gdyż kłamiąc, obnażamy się, odsłaniamy swoją najbardziej intymna prawdę. Taka jest aletheia wedyjska[6].

A jednocześnie kłamstwo staje się korzeniami prawdy:

[...] wspólna idea [powyższych metafor] jest jasna: istnieje prawda kłamstwa. Nasze kłamstwo nas tworzy. Kłamliwe słowa, do których wypowiedzenia popycha nas nasze pożądanie, ale które zatrzy­maliśmy, odżywiają i strukturują słowa prawdy, którym pozwalamy wydostać się na światło dzienne [...]. Kiedy pozwała się mu przemówić, kłamstwo jest tylko kłamstwem. Ale kiedy przeciw­stawi mu się zaporę w postaci zakazu, kiedy powstrzyma się je od przelania się w słowa i zatrucia ich [...], kłamstwo jest rezerwą, która w ukryciu czerpie swoją zapładniającą [twórczą] siłę z tego, że nie została zweryfikowana jako odpowiadająca rzeczy czy zro­zumiała[7].

Krótko mówiąc, mamy do czynienia z dwoma porządkami: boskim i ludzkim, jeden określa to, co jest, stanowi o kosmicznej harmonii, porządku i prawdzie, drugi odnosi się do transgresyjnej natury człowieka, do jego pragnienia i pożądania, grożącego chaosem. Słowa odwzorowujące porządek boski są prawdą, to zaś, co niszczy ów po­rządek — kłamstwem. A jednak słowo prawdziwe żywi się słowem kłamliwym, kosmos żywi się chaosem. Jak stwierdza Malamoud: choć mała satja jest przeciwieństwem anrty, to duża satja ją otacza, zagrzebuje, zawiera w sobie.

ps.

To wszytsko mozna odnieśc do relacji ciemności i światła;-) chaos w swiecie ciemnosci jest potezna sila, ktora zywi sie prawdziwe swiatlo, zawierajace w sobie i ciemnosc i chaos. To co podskrone, ciemne zostaje w etn sposob zitnegrowane. Bez bogini Nirrti – ciemnosci w rozp[adlinach ziemi - nie ma prawdy rytuału. Nie jest to dla nas tu jakis może bliski wzorzec, ale jest to z pewnościa inna niz nasza tradycy6jna opozycyjna, antagonistyczna, relacja miedzy swiatłem a ciemnością, między porządkiem a chaosem...


[1] C. Malamoud, L’arbre aux racines de mensonge, “L’innactuel. Psychoanalise et culture” 1996, nr 6, s. 70. (fragmenty w moim tłumaczeniu – K.B.)

[2] Ibidem, s. 73.

[3] Ibidem, s. 75.

[4] Ibidem, s. 77.

[5] Bhagavatapurana, VII, 19, 39 sq., cyt. za: C. Malamoud, op.cit., s. 78.

[6] Ibidem.

[7] Ibidem.

Dziewczynka mal.

Napisałam kiedyś wiersz o dziewczynce. Nazywa się po prostu:

Dziewczynka Mal.

pojawiła się wyśniła miałam ją tuż przed sobą

była,

umykając przed moim spojrzeniem

trochę zapuszczona, wystraszona lecz szczęśliwa, nieufnie patrzyłyśmy na siebie.

Dziewczynka. Moja własna dziewczynka, ja kilka lat temu, ja sprzed przysypanych

niczym warstwą śniegu papierosami narkotykami zapisanymi kartkami papieru

wielu lat

Janerka darł się na całe gardło „kupię ci, co zechcesz”, niczego nie chciała

poszukiwała spojrzenia, mojego wzroku zmierzającego w każdym innym kierunku

oplotłam się na tekście piosenki niczym bluszcz zawisłam pomiędzy jedną a drugą

ona czekała

szukała spojrzenia, które rozmyło się pod szklistą warstwą wspomnień w międzyczasie zaczęłam mieć wspomnienia ona jeszcze chyba nie wie, co to jest

taka precyzyjnie dookreślona w sobie, taka niejasna i odległa dla mnie

brakowało wspólnego miejsca wspólnego czasu wspólnej wyobraźni

myślałyśmy o przeszłości

ona ze swojego zapuszczenia samotności

ja rozwijając liście wypuszczając pędy zasnuwając przestrzeń

nie śmiałyśmy, ale śmiałyśmy się razem. Nie było wspólnego miejsca, ale znalazłyśmy odległość

wspólny, dość w sumie odległy dystans względem zdarzeń

czuwałyśmy cicho

ona jeszcze nie znała poezji, nie wiedziała, że „przestrzeń między nami dzieliła się nieskończenie”

szukała przejścia

będziemy się tak dalej śmiać

oglądając przydrożne traumy mało znaczące wątki śmieszne rozdrażnienia

będziemy słuchać

może kiedyś nauczymy się nawet rozmawiać

na razie sprawdzamy, jak działa przytulanie

na razie półmrok

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.