Wiersz do Dzikiej Kobiety
sierpień 14, 2008 @ 11:17 am (Uncategorized)
Po letnich warsztatach wiele z nas donosi o nagłym przypływie energii… poniżej wiersz Kasi Dmyterko… i jej szkic…
Katarzyna Dmyterko
***
Przyjdź przyjaciółko w fioletowej sukni
ubrana w szpaki i ostrygi
ze złotozielonymi włosami
jak niedojrzałe zawstydzone zboża
przyjdź przyjaciółko w płaszczu z zaśniedziałej miękkiej miedzi
ze złota kroplą pomiędzy brwiami- kruczymi skrzydłami
i nosem delikatnym jak jaskółczy dziób
przyjdź przyjaciółko która pachniesz
tańcem i mokrą ziemią
która grzechoczesz kośćmi i kamieniami
która nosisz na nadgarstkach jaszczurki i węże
przyjdź przyjaciółko
która grasz na harfie i poruszasz pajęczymi nogami
która karmisz mrówki spadzią
i czeszesz lisie ogony
przyjdź ta która mieszkasz na karku wilka
i w delikatnych żyłkach skrzydeł błękitnych ważek
zakołysz biodrami
przyjdź z wnętrz ziemi z ognistym ogonem
wypłyń z oceanu z delfinią płetwą wymierzona w niebo
żono wieloryba i świerszcza
matko królików i bizonów
zakołysz biodrami
zatańcz
Monologi waginy… dla początkujących
sierpień 3, 2008 @ 11:23 pm (Pisarki/ literatura kobieca, ciało)
Tags: seksualność
Poniżej wlejam fragment kultowej książki Eve Ensler “Monologi waginy”. Została ona napisana na podstawie wywiadów z blisko 300 kobietami o ich waginach. Tekst powstał po to, by uszczęśliwiać kobiety i ich waginy – poprzez możliwość przeczytania lub usłyszenia dobrych słów o jednych i drugich oraz poprzez umożliwienie zarabiania pieniędzy na pomoc dla ofiar przemocy (zobacz: kampanie V-days). Książka wyszła po polsku, poniższy fragment w przekładzie Ewy Majewskiej. POLECAM CAŁOŚĆ!
KOBIETA, KTÓRA UWIELBIAŁA USZCZĘŚLIWIAĆ WAGINY.
Kocham waginy. Kocham kobiety. Nie postrzegam ich jako rozdzielonych. Kobiety płacą mi, bym je dominowała, bym je podniecała, bym doprowadzała je do orgazmu. Nie zaczynałam od tego. Nie, wprost przeciwnie, byłam najpierw prawniczką. Ale po trzydziestce zaczęłam mieć obsesję uszczęśliwiania kobiet. Jest tak wiele niespełnionych kobiet. Tak wiele kobiet, które nie miały dostępu do swego seksualnego szczęścia. Stało się to dla mnie czymś w rodzaju misji, ale potem naprawdę się w to zaangażowałam. Stałam się w tym bardzo dobra, nawet doskonała. Zaczęto mi za to płacić. Było tak, jakbym odnalazła swoje przeznaczenie. Prawo podatkowe wydało mi się w porównaniu z tym kompletnie nudne i nieznaczące.
Nosiłam przedziwne kostiumy, gdy dominowałam kobiety – plastik i jedwab, skórę – oraz akcesoria – bicze, kajdanki, sznury, wibratory. W prawie podatkowym niczego takiego nie było. Nie było akcesoriów, podniecenia, i nienawidziłam tych korporacyjnych, błękitnych marynarek, choć czasem je teraz noszę, w mojej nowej pracy są nieraz całkiem użyteczne. Wszystko zależy od kontekstu. Nie było akcesoriów, kostiumów w prawie korporacyjnym. Nie było potu. Nie było ciemnej tajemniczej gry wstępnej, twardych sutków. Nie było dających rozkosz ust, ale przede wszystkim nie było jęków, a w każdym razie nie takich, o jakich tu będzie mowa. To była sprawa kluczowa, teraz to widzę; jęki były tym, co mnie uwiodło i uzależniło od uszczęśliwiania kobiet. Kiedy byłam małą dziewczynką i oglądałam kobiety kochające się na filmach, wydające z siebie dziwne, orgiastyczne odgłosy, zazwyczaj się śmiałam. Stałam się w dziwny sposób histeryczna. Nie mogłam uwierzyć, że te olbrzymie, wściekłe, wymykające się kontroli głosy były wydawane przez kobiety.
Pragnęłam jęczeć. Ćwiczyłam przed lustrem, nagrywałam jęki na kasety, jęczałam na różne sposoby, w różnych tonacjach, czasem bardzo operowo, czasem niemal bez ekspresji. Ale zawsze, gdy odtwarzałam te nagrania, jęki brzmiały fałszywie. One były fałszywe. Nie były zakorzenione w niczym seksualnym, naprawdę, tylko w moim pragnieniu bycia seksualną.
Ale raz, kiedy miałam 10 lat, strasznie chciało mi się siku. To było podczas podroży samochodem. Musiałam czekać całą godzinę, i kiedy wreszcie poszłam się wysikać na tej brudnej stacji benzynowej, to było niesamowite. Jęknęłam. Jęczałam sikając. Nie mogłam w to uwierzyć – ja jęcząca podczas sikania na stacji Texaco gdzieś w środku Luizjany. Zdałam sobie wtedy sprawę, że jęki są związane z niedostawaniem od razu tego, czego się pragnie, z odkładaniem rzeczy w czasie. Uświadomiłam sobie, że najlepsze są jęki, które są niespodzianką, wyłaniają się z tej ukrytej, tajemniczej części ciebie, która mówi swoim własnym językiem. Uświadomiłam sobie, że jęki są właśnie tym językiem.
Stałam się jęczycą. To niepokoiło bardzo wielu mężczyzn. Szczerze ; to ich przerażało. Byłam głośna, i oni nie mogli skupić się na tym, co robili, kompletnie tracili koncentrację. Tracili wszystko. Nie mogliśmy się kochać w ich domach. Ściany były za cienkie. Uzyskałam złą reputację w moim budynku i ludzie gapili się na mnie w windzie. Mężczyźni twierdzili, że byłam zbyt intensywna; nazywali mnie szaloną.
Zaczęłam czuć się źle z jęczeniem. Stałam się cicha i grzeczna. Robiłam moje odgłosy w poduszkę. Nauczyłam się uciszać mój jęk, przytrzymywać, jak kichanie. Zaczęłam mieć migreny i tiki nerwowe. Byłam już zupełnie zdesperowana, i wtedy odkryłam kobiety. Odkryłam, że większość kobiet uwielbia moje jęczenie – ale, i to było o wiele istotniejsze – odkryłam też, jak bardzo mnie to podnieca, gdy inne kobiety jęczą, kiedy mogę spowodować ich jęczenie. Stało się to moją namiętnością. Odkrywanie klucza, otwieranie ust waginy, uwalnianie tego głosu, tej dzikiej pieśni.
Kochałam się z cichymi kobietami i odkrywałam to miejsce w nich, a nimi wstrząsały ich jęki. Kochałam się z jęczycami, a one odkrywały jęki głębsze, bardziej przeszywające. To była moja obsesja. Chciałam sprawiać, by kobiety jęczały, chciałam mieć tę władzę, jak konduktor czy liderka zespołu. To było jak pielęgniarstwo, jak rodzaj delikatnej nauki, odnajdywanie tempa, dokładnego umiejscowienia, domu jęku. Tak to nazywałam. (…)
Istnieje jęk clitoris (delikatny, ustny); jęk waginy (głęboki i gardłowy), jęk łączny waginy i clitoris. Jest przed – jęk (ledwie zapowiedź dźwięku), prawie – jęk (dźwięczący), dokładnie – tu – jęk (głębszy, zdecydowany dźwięk); jęk elegancki ( ekskluzywny, pełen śmiechu); jęk Alicji Grześkowiak (“O Boże!”); jęk a la UOP (bezdźwięczny), jęk semi – religijny ( niczym wycie z meczetu), jęk górskiego szczytu (jodłujący), jęk dziecięcy (a – gu gu gu jęk), jęk psi (sapanie), jęk urodzinowy ( niczym odgłos z dzikiej balangi), jęk niezamieszkany, walczący, biseksualny( głęboki, agresywny dźwięk), jęk karabinu maszynowego, jęk torturowanego zenisty (złamany, głodny dźwięk), jęk divy operowej (niezwykle wysoki ), jęk orgazmu złamanego palca, i wreszcie niespodziewany jęk potrójnego orgazmu.
Na obrazku miała być wyspa Waginy:) jest taka, jak się okazało, jak kto nie wierzy, proszę sobie poszukać w Google pod hasłem “wagina islands”. Ale na blogu Izy Kowalczyk udało mi się znaleźć coś ładniejszego… Sheela, “bogini-wagina” ….
Jeśli chcesz poczytać o tym, dlaczego warto uszczęśliwiać waginy, przeczytaj też wywiad z Agnieszką Kramm i Alicją Długołęcką zrobiony przez Annę Zawadzką dla “Wysokich Obcasów”.
Tańczące Dakinie
czerwiec 26, 2008 @ 5:36 pm (Kobiecy rozwój, Nasza Twórczość, Święto Kupały)
Tuwimowa inspiracja Furjacka
czerwiec 25, 2008 @ 9:03 pm (Nasza Twórczość, ciało)
Agnieszka Weseli/Furja też pisze wiersze. uwaga…! Niektóre są na dzień Dziewczynki, np jak ten poniżej
TŁOKOMOTYWA
sterczy z frustracji tłokomotywa
ciężka ogromna coś z niej wypływa
pręży się strasznie aż po koniuszek
bo czuje wielki pociąg do Dziewuszek
a w nim wagonów jest ze 40
mieszczą co w głowie się nie mieści
tu augustynki są klandestynki
brudne brunetki świnki blondynki
cacy czyścioszki gapcie i śpioszki
małe lolitki i duże lole
i wybór taki że ja pierdolę
jadą pacynki takie wesołe
jakby na zawsze skończyły szkołę
są tam prymuski oraz świruski
dobre córeczki lalki naguski
są przyszłe matki przyszłe denatki
są hurtowniczki i literatki
i wiozą swoje małe sekrety
(dla nich zajęte są toalety)
(…)
w każdym przedziale jakieś stworzonko
uprawia cicho swoje zboczonko
mała anusia wciąż się obnaża
ala i kotka bawią się w lekarza
aguś jest chłopcem choć bez kutaska
i żal tej małej bo niezła laska
lepiej nie szukać, gdzie hela z halą
na pewno w kącie znów się migdalą
(…)
stale wsiadają nowe panienki
na różnych stacjach panieńskiej męki
ściskają w rękach pęki bananów
na pożegnanie od starszych panów
z oczu im patrzą jakieś kobiety
kiedy konduktor sprawdza minety
Matka Klanowa 6 – Opowiadaczka
czerwiec 25, 2008 @ 8:51 pm (Kobieca duchowość, Kobiecy rozwój, Pisarki/ literatura kobieca)
Poniżej mały kawałek książki Jamie Sams The 13 Original Clan Mothers opowiadającej o Matkach Klanowych – nieśmiertelnych córkach Gai, realizujących 12 aspektów kobiecości oraz kreatywność pozwalającą na pełne wdzięczności połączenie ich. Przełożyła to bodaj Kraska. Proponuję również link do piosenki Shine Cyndi Laupher, która opowiada o świeceniu, podobnie jak bajka opowiadana w książce przez Opowiadaczkę. O świeceniu własnym światłem….
Gawędziarka
Opowiedz, słodka Matko
O czasach Babek mych,
Jak Ścieżką Uzdrawiania
Ucząc się z pięknem szły.
Gdy snujesz swoje baśnie,
Mogę w nich dostrzec, że
To ważne dla mnie lekcje,
Bo też dotyczą mnie.
Przez przykład innych osób
Dzielę ich łzy i śmiech.
Ich doświadczenie uczy -
miłość pokona lęk.
Gdy razem podążamy
Przez tamten innych czas
Odzyskujemy mądrość
Prababek z dawnych lat.
Matka Klanowa Szóstego Cyklu Księżyca
GAWĘDZIARKA jest Matką Klanową tego cyklu księżyca, który przypada na czerwiec. Reprezentuje ją kolor czerwony. Gawędziarka uczy nas zaufania, pokory. Uczy jak pozostać młodą sercem, jak utrzymać nietkniętą niewinność. To jest część Medicine koloru czerwonego. Szósty Cykl Prawdy, na którego straży stoi ta Matka Klanowa, jest mówieniem prawdy. Gawędziarka uczy swe ludzkie dzieci, jak mówić przez własne serce, jak mówić o co nam chodzi w prawdziwy, jasny i zwięzły sposób. Ta Matka Klanowa jest nauczycielką prawdy i badaczką, pokazującą nam wiarę, której potrzebujemy na naszej drodze przez lasy iluzji własnego zagmatwania. Gawędziarka uczy nas, że mówienie prawdy jest podstawą Tradycji Ustnego Przekazu, który utrzymuje przy życiu uniwersalną, ponadczasową wiedzę. Trudne lekcje, które prowadziły inne ludzkie istoty bezpiecznie w dół Czerwoną Ścieżką fizycznego życia, dotyczą wszystkich ludzi, ponieważ bazują na nieśmiertelnych prawdach.
Gawędziarka uczy nas, jak używać humoru, żeby rozpraszać strach, jak utrzymać równowagę pomiędzy świętością a lekkością ducha. Kiedy nauczymy się śmiać z naszego człowieczeństwa i głupich prób zachowania ograniczeń, będziemy mogli pokonać nasze własne demony, które wiążą się z potrzebą wielkiego dramatyzmu i nieustannych wstrząsów. Przez słuchanie historii innych osób o tym, jak poradzili sobie z doświadczeniami, które spotkali na swoich drogach, możemy spojrzeć z innej perspektywy na naszą własną Świętą Ziemską Drogę.
Ta Matka Klanowa jest także opiekunką Medicine Heyokah, płatając nam figle, abyśmy wzrastali przez śmiech. Heyokah może nam pokazać, jak osiągnąć pełnię pragnienia naszego Orenda, przez przechodzenie tylnymi drzwiami albo na drugą stronę każdego doświadczenia. Istota Duchowa, Orenda, patrzy poza ludzkim tunelem widzenia i może pracować z Medicine Heyokah przełamując nasz upór. Heyokah będzie błaznować, dając nam subtelną naukę, że możemy zastanowić się nad czymś, lub to zignorować. Gawędziarka może także snuć opowieść, która opisuje lekcję życiową jakiejś osoby, bez wytykania jej palcem. Dzięki osobowości Heyokah, Gawędziarka może zastosować trik, który sprawia, że słuchacz może bezpiecznie zobaczyć własną sytuację okiem obserwatora, bez konieczności skonfrontowania się z nią twarzą w twarz.
Gawędziarka używa darów mądrości otrzymanych od Starożytnych, żeby pokazać prawdy, które pomogły naszym Przodkiniom. Prawda, która kiedyś pomogła w rozwiązywaniu życiowych problemów i wyzwań, zostaje zachowana dla przyszłych pokoleń. Gawędziarka i jej cykl księżyca łączą się z kolorem czerwonym, bo jest to kolor krwi. Mądrość ludzkich Przodkiń i ich nauka są zakodowane w DNA naszej krwi. W Tradycyjnym Indiańskim Medicine, krew zawsze była uważana za rzekę życia, która płynie przez nasze ciała. Dzięki niej możemy mieć dostęp do wiedzy, którą posiada mądra Starszyzna. Nowocześni naukowcy odkryli, że DNA niesie genetyczny odcisk, ale nie odkryli tego, wzory DNA w każdej ludzkiej komórce i we krwi dają dostęp do zbiorowej duszy i umysłu rasy ludzkiej.
Gawędziarka pozwala nam słuchać opowieści o tym, jak inne osoby znajdowały prawdę swojego życia. Przez słowa prawdy, którymi mówi, uczy nas, jak mówić o naszych osobistych prawdach, z naszego Świętego Punktu Widzenia, kiedy jesteśmy proszone o opinie. Kiedy nie jesteśmy proszone o komentarz, uczy nas słuchania, bez potrzeby udzielania niechcianych rad. Strażniczka Uzdrawiających Opowieści przypomina nam, że mówienie prawdy nigdy nie krzywdzi innych, jeśli robimy to z miłością i jeśli nasze słowa nie zawierają projekcji własnej słuszności lub drobnych opinii, którymi zwykliśmy często oceniać się nawzajem. Mówienie prawdy jest sztuką nieoceniania innych. Jeśli wytkniemy kogoś palcem, trzy palce zwrócą się przeciwko nam w geście oskarżenia. Ocena nigdy nie pomoże skrytykowanej kobiecie lub mężczyźnie w odkryciu prawdy o sobie. Osoba, która tak jak Gawędziarka chce mówić prawdę, bez wytykania palcem, może podzielić się historią o tym, czego się sama nauczyła, lub jak bezpiecznie przeszła kryzys. Nauczycielka Prawdy przypomina nam, że ludzie posługujący się półprawdami, niszczący zaufanie, fabrykujący plotki, robią to, ponieważ zostali skrzywdzeni. Z powodu ich niemożności mówienia prawdy nawet samym sobie, ich kłamstwa i iluzje z wnętrza własnego zranienia znajdują odbicie w osobie lub sytuacji, która znajdzie się w pobliżu.
Masaż Ma-uri
czerwiec 25, 2008 @ 7:20 am (Kobiecy rozwój, ciało)
List od Ani Z., kopiuję w całości, gdyż dotyczy masażu dobrego dla życia...Drogie Kobiety, bylam na masazu Ma-uri i chcialam Wam zareklamowac i sam masaz, i masazystke Kasie, u ktorej bylam - jest swietna. Dopiero rozkreca dzialalnosc, ale jest po wszystkich kursach, lacznie z najwyzszym stopniem wtajemniczenia na Nowej Zelandii. Chcialabym jej pomoc sie rozreklamowac, dlatego wysylam Wam informacje. Ponizej garsc informacji o Ma-uri oraz link, gdzie znajdziecie namiary na nia. Ja chodze na Ma-uri kiedy mam jakis zyciowy quest, bo to jest niesamowite wydarzenie nie tylko dla ciala, ale i calej reszty. http://www.taraka.pl/index.php?id=_og_0608_maurikb.htm Ma-uri jest sztuką uzdrawiania mającą swe korzenie w starożytnych praktykach Polinezji. Jest formą pracy z ciałem, polegająca na masażu, wykonywanym w zestrojeniu ze specjalnie dobraną muzyką. Dzięki tanecznym, płynnym ruchom osoby masującej. Ma-uri pomaga przywrócić pierwotną równowagę w ciele i umyśle osoby masowanej. W Ma-uri zadaniem Praktyka jest stworzenie odpowiedniej przestrzeni, dzięki połączeniu wielu elementów, takich jak: rytm, oddech, ruch, intencja, dotyk, ale to osoba na stole staje się własnym uzdrowicielem. Ma-uri budzi siłę podążania za marzeniem. Przynosi świadomość, że Życie zależy od naszych decyzji i jest wynikiem wyborów, jakich dokonujemy każdego dnia. Dzięki tej wiedzy zyskujemy poczucie ogromnej wolności, bo nawet gdy nie mamy wpływu na zewnętrzną sytuację, możemy zmienić nasze nastawienie. Na poziomie fizycznym Ma-uri likwiduje napięcia mięśniowe i pobudza przepływ limfy w tkankach, sprawiając, że organizm sam się oczyszcza. Uwalnia nas od emocji, blokujących pełną ekspresję naszego potencjału. Na poziomie duchowym Ma-uri otwiera serca, na siebie, na innych, na Świat. Każda sesja Ma-uri jest wyjątkowa ponieważ jest dostrojona do potrzeb osoby masowanej. Masaż wykonywany jest przedramionami, z użyciem ciepłej oliwki w specjalnie przygotowanej do tego przestrzeni. Podczas całej sesji, która zwykle trwa godzinę, osoba masowana jest przykryta ręcznikiem; odkrywane są jedynie masowane części ciała.
o sile wzrastania
czerwiec 24, 2008 @ 11:43 am (Kobiecy rozwój, Święto Kupały)
Nirrti od Kasi
czerwiec 23, 2008 @ 2:48 pm (Kobieca duchowość, Kobiecy rozwój, Nasza Twórczość, Uncategorized)
Kasia Bratkowska, jedna z kręgu Matek Klanowych, przesyła dla nas wszystkich materiały o hinduskiej bogini ciemności, Nirrti. Fotka, którą wstawiam, to fotos z filmu.
W L’arbre aux racines de mensonge Charles Malamoud pisze:
Słowo weda oznacza „wiedzieć”. Jest to dyskurs prawdy par excellence: dla tradycji indyjskiej, która uznaje słowo wedyjskie za autorytet i narzędzie prawomocnego poznania, takie samo jak percepcja (trzeba jednak zauważyć, że według indyjskiej teorii poznania możemy pomylić się, interpretując informację wysyłaną przez nasze zmysły do świadomości, np. kiedy pamięć nakłada na nią swoje wrażenia, natomiast prawda Wed nie może ulec jakiemukolwiek zafałszowaniu, przekręceniu: „kiedy słowo dotknięte zostało przez strofę [tzn. przyjęło formę strofy poezji wedyjskiej] – staje się prawdziwe”, jak mówi Ajtareja-Aranjaka II 3.6 Wedy)[1].
Satja — ‘prawda’, to także to, co boskie, harmonia kosmiczna, to, co jest, ład‚ porządek, kosmiczna odpowiedniość między słowem a rzeczą. Zarówno satja — ‘prawda’, jak i anrta — ‘fałsz, kłamstwo, nieprawda’ stanowią przede wszystkim uniwersum słów.
[...] Wypowiadać fałsz, to wymawiać w błędny sposób, w nieodpowiednim momencie, ze złym akcentem, słowa liturgii, które same w sobie są prawdziwe, są samą prawdą, gdyż stanowią fragment Wed, a Wedy same w sobie są tylko rozwinięciem trzech sylab mistycznych, zawierających całe słowo prawdziwe. Mówić kłamstwo to także [...] według niektórych komentarzy, używać języka innego niż sanskryt, czyli „język boski”[2].
W gruncie rzeczy znacznie lepszym określeniem od naszego „kłamstwa” byłby więc w po prostu „fałsz”, ewentualnie „dysonans”, a zatem „skłamanie” rozumiane przede wszystkim muzycznie, nie zaś moralistycznie. Zafałszowanie byłoby również czymś w rodzaju przekręcenia zaklęcia, które, co za tym idzie, przestaje być skuteczne. Zwłaszcza że punktem wyjścia opisu Malamouda jest rytuał inicjacyjny, a zatem „skuteczność” słowa, jak i ścisłe przestrzeganie reguł jest sprawą kluczową. Równie ważny jest fakt, że relacja między satja a anrta jest niesymetryczna.
Zauważmy najpierw pewną dysymetrię: anrta, „kłamstwo, nieprawda” jest słowem negatywnym [...]; an-rta, to nie-rta. Co do rta, której negacja albo nieobecność tworzy „kłamstwo (fałsz)”, nie jest ona sama w sobie “prawdą”, ale „właściwym ułożeniem”, „właściwym uporządkowaniem” . [...] rta jest więc [układem, ułożeniem, kompozycją] porządkiem przestrzennym i przede wszystkim czasowym, który tworzy kosmos. [...] Etymologicznie anrta jest więc „kłamstwem” ["fałszem”] jako symptom nieładu, zagrożenie chaosem. [...] Wypowiadanie tego, co jest anrta (niedokładne, nieodpowiednie wymawianie słów, czy właśnie kłamanie) jest zwiększaniem szans chaosu, lub aktualizowaniem jego możliwości[3].
W dziurach, bruzdach, szczelinach i rozpadlinach ziemnych mieszka bogini Nirrti — mitologiczna figura anrty (Nirrti, jak pisze Malamoud, nazywa to, co stanowi przeszkodę dla trwania harmonii kosmicznej). Ziejąca dziura to „straszliwe usta Nirrti” domagające się ofiary, czyli kłamstw, które ludzie w odpowiednich rytuałach zagrzebują w ziemi. Najciekawsze jednak wydaje się rozpoznanie dotyczące źródła „kłamstwa” zawsze potencjalnie obecnego, utajonego „chaosu”.
Scharakteryzowany tak przez kombinację świadomości pożądania, skłonność do bycia nie w pełni osadzonym w obecnej rzeczywistości, uwiązany do pamięci i wyobrażeń o przyszłości, człowiek używa słów odpowiadających światu i nieświatu, temu, co jest i temu, czego pragnie. To prowadzi go do mówienia nieprawdy lub kłamstw. [...] [Jednak, dzięki odpowiednim] rytuałom człowiek zagrzebuje w ziemi kłamstwa, które wychodzą z jego ust, te zaś następnie łączą się z boginią Nirrti, mieszkającą w dziurach: ziemia jest więc wypełniona kłamstwami, przeniknięta na wskroś anrta, którą ludzie wprowadzają tam dzień za dniem[4].
I wreszcie kluczowa metafora: drzewo o korzeniach kłamstwa. Pouczenie o tym, dlaczego kłamać nie należy. Opis najciekawszej i najbardziej nam obcej relacji.
Kwiat i owoc słowa — oto prawda. Człowiek staje w glorii i chwale, kiedy mówi prawdę, która jest kwiatem i owocem słowa. Jak drzewo, którego korzenie wystają ponad ziemię, wysycha i obumiera, tak człowiek, który kłamie, odsłania swoje korzenie, wysycha i obumiera. Oto dlaczego nie należy kłamać[5].
Nie należy więc kłamać, gdyż kłamiąc, obnażamy się, odsłaniamy swoją najbardziej intymna prawdę. Taka jest aletheia wedyjska[6].
A jednocześnie kłamstwo staje się korzeniami prawdy:
[...] wspólna idea [powyższych metafor] jest jasna: istnieje prawda kłamstwa. Nasze kłamstwo nas tworzy. Kłamliwe słowa, do których wypowiedzenia popycha nas nasze pożądanie, ale które zatrzymaliśmy, odżywiają i strukturują słowa prawdy, którym pozwalamy wydostać się na światło dzienne [...]. Kiedy pozwała się mu przemówić, kłamstwo jest tylko kłamstwem. Ale kiedy przeciwstawi mu się zaporę w postaci zakazu, kiedy powstrzyma się je od przelania się w słowa i zatrucia ich [...], kłamstwo jest rezerwą, która w ukryciu czerpie swoją zapładniającą [twórczą] siłę z tego, że nie została zweryfikowana jako odpowiadająca rzeczy czy zrozumiała[7].
Krótko mówiąc, mamy do czynienia z dwoma porządkami: boskim i ludzkim, jeden określa to, co jest, stanowi o kosmicznej harmonii, porządku i prawdzie, drugi odnosi się do transgresyjnej natury człowieka, do jego pragnienia i pożądania, grożącego chaosem. Słowa odwzorowujące porządek boski są prawdą, to zaś, co niszczy ów porządek — kłamstwem. A jednak słowo prawdziwe żywi się słowem kłamliwym, kosmos żywi się chaosem. Jak stwierdza Malamoud: choć mała satja jest przeciwieństwem anrty, to duża satja ją otacza, zagrzebuje, zawiera w sobie.
ps.
To wszytsko mozna odnieśc do relacji ciemności i światła;-) chaos w swiecie ciemnosci jest potezna sila, ktora zywi sie prawdziwe swiatlo, zawierajace w sobie i ciemnosc i chaos. To co podskrone, ciemne zostaje w etn sposob zitnegrowane. Bez bogini Nirrti – ciemnosci w rozp[adlinach ziemi - nie ma prawdy rytuału. Nie jest to dla nas tu jakis może bliski wzorzec, ale jest to z pewnościa inna niz nasza tradycy6jna opozycyjna, antagonistyczna, relacja miedzy swiatłem a ciemnością, między porządkiem a chaosem...
[1] C. Malamoud, L’arbre aux racines de mensonge, “L’innactuel. Psychoanalise et culture” 1996, nr 6, s. 70. (fragmenty w moim tłumaczeniu – K.B.)
[2] Ibidem, s. 73.
[3] Ibidem, s. 75.
[4] Ibidem, s. 77.
[5] Bhagavatapurana, VII, 19, 39 sq., cyt. za: C. Malamoud, op.cit., s. 78.
[6] Ibidem.
[7] Ibidem.
Bajka o trzech piórkach
czerwiec 23, 2008 @ 12:12 pm (Nasza Twórczość, Święto Kupały)
Oto wiersz Krystyny Dmyterko z czasów, gdy miała tyle lat, co niektóre z nas (czyli 30), i przekazała nam go po święcie Kupały, co stanowiło wzruszający przekaz tradycji kobiecej, za co jesteśmy bardzo wdzięczne!!!
Bajka o trzech piórkach
Dawno, dawno temu posłał król w świat trzy piórka
Pierwsze piórko znalazło odwagę,
Drugie piórko odszukało mądrość,
Trzecie piórko po świecie się snuło
tam i siam, tędy i owędy, wirowało tęsknie
ni to blisko, ni daleko, ni to nisko, ni wysoko,
tęsknie wirowało, i nigdy nie spadało
pokochało to błąkanie
pokochało falowanie
z tęsknotą za pan brat
Dużo czasu upłynęło, może sto lat
a może ze dwieście
gdy razu jednego, ni stąd ni zowąd
fruwając tu i tam
trzecie piórko niespodzianie
zapodziało swe błąkanie
w grzywie siwka niebieskiego
błękitem świtu zaczarowanego
Cóż znalazło? Tajemnicę
czy on jest prawdziwy? Czy może go nie ma?
A może swoją prawdę pokazuje tylko dzieciom?
Popatrzę na niego
oczami dziecka
uśmiechnę się do niego
sercem dziecka
obejmę go ramionami
kobiety








